Gdzie mieszka moja Muzyka

Przesłanie Krzysztofa Trebunii-Tutki
Krzysztof Trebunia-Tutka, 1 października 2014
Krzysztof Trebunia-Tutka
Fot. Press
Instytut Muzyki i Tańca co roku 1 października, w Międzynarodowym Dniu Muzyki, ogłasza specjalne przesłanie na ten szczególny dzień. Tym razem, z okazji Roku Kolberga, słów parę skreślił Krzysztof Trebunia-Tutka.

Przyciemnione światło studia nagrań, ciasne wnętrze, suche powietrze, mikrofon i zupełna cisza... Jak tu śpiewać? Jak wyczarować aurę, w której tkwią korzenie muzyki? Zwykle zamykam oczy, żeby nie widzieć zamkniętego, nafaszerowanego techniką wnętrza. Wyobrażam sobie - i za chwilę już jestem - w zielonej przestrzeni tatrzańskich polan. Tam rodziła się moja muzyka: wierchy, ponad którymi piętrzą się skaliste turnie, a po niebie wiatr przegania chmury jak stada owiec... I dźwięki, które zapisały się w śpiewie i na strunach skrzypiec - szum lasu, potok, spłoszony ptak.

Minęły czasy góralskiej ślebody, życia blisko natury i dziś nasza muzyka inaczej brzmi i jest wymagająca. Zgodnie stwierdzają to mieszkańcy innych regionów Polski, gdzie ostały się resztki prawdziwej kultury ludowej i pasjonaci, wskrzeszający tamtejszą muzykę. Dzięki staraniom prawdziwych miłośników i znawców, trafia do przestrzennych sal o wspaniałej akustyce, na sceny plenerowe z wielotysięczną widownią i do kameralnych świątyń Wiary i Muzyki. A w nich zasłuchani ludzie, zarażeni naszą wizją polskiej World music, noszący w sobie obraz naszego Domu, naszych Gór, nieważne, że w Warszawie, Paryżu, Londynie…

W ciągu ostatnich dwudziestu lat muzykowania nauczyłem się, że wybór miejsca koncertu ma ogromne znaczenie. Ogromne sceny amfiteatralne, duże plenerowe festiwale World music, podniecają swoją skalą i możliwościami każdego muzyka. Takie koncerty zostają w nas na długo. Pamiętamy to „podziurawione muzyką niebo”… Ale ważne są i te niewielkie przestrzenie sal koncertowych, gdzie udało się zapomnieć o wszystkim - była tylko Muzyka. Zaczarowała w równym stopniu wykonawców i słuchaczy, wibrowała w jednym czasie i miejscu w uszach, mózgach, sercach. Jako architekt, z wielką uwagą przyglądam się odwiedzanym prywatnie i zawodowo salom koncertowym. Jak różnorodnie można „obudować dźwięk”, i jak ważne jest to wszystko „obok”, co tworzy nastrój - stonowane oświetlenie, kolor ścian, zapach…

„O tempora, o mores!” Tradycyjna muzyka wsi w dobrym i świadomym wykonaniu dziś świetnie brzmi w filharmonii. To jedno z nielicznych miejsc, gdzie odbierana jest ze zrozumieniem i skupieniem. Nie tylko dzięki „obyciu” muzycznemu słuchaczy, ale przede wszystkim przez wrażliwość na dźwięki, czasem łagodne i wysublimowane, a za chwilę szorstkie, chropowate. Prawdziwe!

Szkoda tylko, że polska wieś już nie chce, nie potrzebuje i wstydzi się swojej muzyki. Zastąpiła ją mechaniczna, prymitywna i powtarzalna - w ich rozumieniu - nowoczesna odmiana „muzyki ludu” - disco polo. Obawiam się, że już na dobre zamieszkała w ich sercach. Nie poddaję się jednak w tej syzyfowej pracy edukacyjnej, a jednocześnie pasji muzycznej, która zawładnęła mną na zawsze. Rok Kolbergowski przywrócił nadzieję na godne miejsce muzyki tradycyjnej i inspirowanej w przebogatym polskim dziedzictwie.

Krzysztof Trebunia-Tutka
1 października 2014
Międzynarodowy Dzień Muzyki

Rozmowę z Krzysztofem Trebunią-Tutką na łamach naszego portalu, znajdziecie tutaj

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter folkowy
Pokaż menu