CD "W kieszeni dolar" zespołu Sąsiedzi

Wydawnictwo Fundacji Folk24
Michał Nowak, 20 lutego 2020
Co jakiś czas zdarza mi się wspominać złote dla szantowej fonografii lata 90., kiedy każdego roku na Mazurach zaopatrywałem się w kilka nowych kaset. Wśród nich trafiały się nie raz prawdziwe perełki, dziś już klasyki gatunku.

Te czasy dawno minęły, nie oznacza to jednak, że ostatnią płytę Sąsiadów należy traktować zgodnie z regułą „na bezrybiu i rak ryba”. O nie! To bezwzględnie najlepsza i najdojrzalsza z trzech płyt w dyskografii śląskiej kapeli.

Na „Dolarze” Sąsiedzi kontynuują drogę artystyczną, którą podążają od kilkunastu lat, ale i dorzucają nowe elementy. Jest tu jak zwykle sporo folku, tak irlandzkiego (dwie wiązanki instrumentalne i frywolny, otwierający krążek „Madam I’m a Darling”), jak i frankofońskiego (pochodzący z Quebecu utwór tytułowy, znane od wielu sezonów „Chłopaki z Seneville”).

Bardzo mocnym elementem są szanty, zdecydowanie „nieosłuchane” do tej pory w Polsce (choćby rewelacyjna „Sun Down Below”,

albo też przypomniane po latach („Handy Me Boys” czy „Old Stormy”). Widać też lata podróży grupy po świecie – nazbierali całkiem sporo współczesnych ballad i stylizacji szantowych, które pokazują, że wbrew pozorom na świecie „w branży” wciąż trochę się dzieje. Nie brakuje intrygujących ciekawostek: „Dworskiego parobka” – ludowy utwór ze Śląska możemy potraktować jako bonus, ale już szantowy zaśpiew „Ar-lis”, znany do tej pory chyba tylko z książki Marka Szurawskiego, doczekał się bodaj pierwszego utrwalenia. A sprawdza się i na płycie, i na koncertach.

Sąsiedzi najlepiej wypadają w utworach a cappella – dysponują potężnym zestawem różnorodnych głosów, przez lata ćwiczeń doskonale „ustawionym” przez Dominikę Płonkę. Szanty w ich wykonaniu to klasa międzynarodowa.

Utwory instrumentalne grają oczywiście również bardzo poprawnie, ale tu rzecz jasna punkt odniesienia jest zupełnie inny – do folkowych supergwiazd z Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji i USA troszkę oczywiście brakuje. Nie każdy ma szansę urodzić się w miejscu, w którym oddycha się folkiem.

Wypada odnotować, że krążek jest bardzo ładnie wydany. Mamy książeczkę z tekstami utworów i paroma zdaniami opisu do każdego. To ważna rzecz – warto wiedzieć, co się śpiewa i czego się słucha.
Trzeba życzyć Sąsiadom i całej naszej scenie żeglarskiej, by ta płyta była jaskółką odnowy, a nie łabędzim śpiewem. Jest jeszcze dużo do zagrania, zaśpiewania i… nagrania.

Zajrzyjcie też do działu „Wydawnictwa”: „W kieszeni dolar

 

Newsletter

Zapisz się na cotygodniowy newsletter folkowy
Pokaż menu